Cały ten jazz
Czasem "odnajdujemy" w muzyce coś, co zawsze w nas siedziało. Zderzenie z nowym zespołem, kawałkiem bądź motywem muzycznym - otwiera w naszej duszy drzwi do miejsca, które zawsze tam było, ale było zamknięte.
Jazz. Nigdy wcześniej nie miałem ochoty na ten rodzaj muzyki - wydawał mi się za mało "rozemocjonowany". Nie wiem, czy to wiek, a może zupełny przypadek (zakup 2 płyt klasyki jazzu) sprawiły, że zacząłem ściągać muzykę jazzową. Od kilku tygodni jestem kompletnie w niej zatracony. Nie mogę nawet powiedzieć, że ją poznaję - bo chłonę każdy kawałek który wpadnie mi w ręce. Na oślep i bez konkretnego harmonogramu. Nie, nie nadrabiam ponad pół wieku zaległości w miesiąc - ani też nie staram się rozejrzeć po rzeczywistości aktualnej - cieszę się każdym dźwiękiem, to mi wystarczy.
Nie potrafię wymienić ani ulubionego trębacza, ani najcudowniejszego głosu. Nie mam najciekawszych motywów na saksofonie, ani tym bardziej najbardziej wyrazistego bębniarza... w tej muzyce jest coś, co powoduje, że pewnie będę miał listę "the best" - na razie jednak cieszę się wszystkim i wszystkimi. Bez wyjątku.
Posłuchajcie absolutnej klasyki.

0 komentarze :
Prześlij komentarz