środa, 20 października 2010

Laibach - Jesus Christ Superstar

Upchnąć Laibach do jakiejkolwiek szufladki muzycznej - niesposób. Podobnie jak wybrać jeden kawałek, który chciałbym wam puścić. Wybrałem "Jesus Christ Superstar", bo akurat w tym momencie leci z moich głośników - choć polecam całą płytę. Nie, nie całą płytę - polecam całą dyskografię Laibach - A nie wypada nie wspomnieć o niesamowitej płycie "Volk" - i cudownym wykonaniu słowiańsko-słoweńskiego-polskiego hymnu (z tekstem, który zawsze powoduje u mnie olbrzymie ciary na plecach, jakby były nabijane ćwiekami).

Kawałek JCS jest bardzo bluźnierczy, a wbrew swojemu tekstowi brzmi jak hymn - wymieszany z dziękczynnym gospel. Wyrzuty, które są bardzo ważne - ale wciąż bez odpowiedzi. Cóż, nie jestem obrońcą Dżizasa, nie wierzę w istnienie boga - nie oczekujcie tu całostronicowej obrony czegoś, co dla mnie nie istnieje. Proponuję w zamian zanurzyć się w pięknych dźwiękach - bez względu na to, czy obrażają Twoje uczucia religijne, czy nie.

0 komentarze :