piątek, 6 maja 2011

Genek Loska - She talks to angels

Muzyka jest strasznie szerokim pojęciem. Można ją kochać, nienawidzić, wybierać jedynie fragmenty, uwielbiać jednego artystę...

Można też tworzyć muzykę. Kiedyś, tworzenie muzyki było zarezerwowane wyłącznie dla wybranych jednostek. Wraz z rozwojem ludzkości, zwiększała się dostępność instrumentów, ludzi, sal koncertowych - rosła również ilość wykonawców. W pewnym momencie doszliśmy do sytuacji, kiedy ilość "odtwarzających" przekracza kilkutysiąckrotnie twórców. Tych ostatnich zaś, coraz trudniej spotkać na scenie. Z jednej strony to dobrze - np. pan Jacek Cygan głosu zbyt pięknego nie ma, ale piosenki pisze cudowne - wolę słuchać jednak np. Rynkowskiego. W gruncie rzeczy, 95% tego, co niosą masowe źródła przekazu, to odtwarzanie muzyki przez poszczególnych grajków.

Nie ma w tym kompletnie nic złego - jeśli artyści odnajdują "siebie" w tym, co grają. Pełno jest jednak, zwłaszcza w Polsce, kiczu - nagrywanego wyłącznie dlatego, że "radio to puści". Coraz mniej autentyzmu. Zniknęło nam ogniowo łączące młodych ludzi, grających ulubione kawałki swoich ulubionych kapel, z ludźmi widywanymi w telewizji, słyszalnymi w radiu.

Polscy artyści zamiast autentyczni, są autystyczni (nie obrażając chorych na autyzm). Zamknięci w swoim kilkusettysięcznym zarobku płytowym, obwarowani murami list przebojów, popierani przez dyrektorów stacji radiowych, wspierani przez zaiks.

Chcę takich muzyków - jak poniżej. Chcę ludzi, którzy czują to, co śpiewają - nawet, jeśli dla promocji potrzebują telewizji. Niech jednak to oni siebie promują przy wykorzystaniu TV, a nie TV promuje siebie ich wizerunkiem.

0 komentarze :